|
![]() |
|||||
![]() |
![]() |
|||||
| Piątek, Wrzesień 10, 2010 Łukasza, Mikołaja, Pulcherii | ||||||
|
Bogumiła Klimczak Wywiad z Panią Bogumiłą Klimczak — właścicielką firmy STANPOL, producenta dzianin. Dzisiejsze spotkanie (11.09.01) jest jednym, wielkim nieporozumieniem. Spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Na zaproszeniu napisano, że nawiążemy tu kontakty handlowe z przedstawicielami firm ze Wschodu. A każdy kontakt handlowy ze wschodnim rynkiem jest dla nas — producentów bardzo istotny. Myśleliśmy, że tutaj ktoś nam to wreszcie ułatwi, wskaże kierunki. Bo na targi to my możemy sobie jeździć sami i też bardzo uważnie je wybieramy, bo nie na wszystkie nas stać. A jaka Pani zdaniem jest teraz sytuacja w branży tekstylnej? Powiedziałabym, że, nie przesadzając, jest dramatycznie. Trudno jest znaleźć rynki zbytów. Jeżeli już się znajdzie klientów, to często produkcja jest nieopłacalna. Ja eksportuje na rynki zachodnie: do Skandynawii, Niemiec, Belgii... bardzo dobrym odbiorcą jest też rynek czeski. Ale to wszystko odbywa się na granicy kosztów. W tym momencie nie ma nawet możliwości tzw. ucieczki do przodu, czyli w inwestycje. Bo po prostu nie ma pieniędzy. Rentowność branży jest bardzo niska. Zatrważające jest to, że masa moich znajomy (w branży istnieję 21 lat) plajtuje, bankrutuje. Są to ludzie z wyobraźnią, dobrze zorganizowani, ciężko pracujący, mający pojęcie o tym co robią. Czyli przyczyna takiej sytuacji nie tkwi w nich. My po prostu nie mamy stworzonych warunków zewnętrznych, żeby to miało ręce i nogi. Przyszliśmy na spotkania gospodarcze z nadzieją, że może one coś zmienią. Nikt nie liczył, że wszystko będzie podane na talerzu, od razu znajdziemy klienta, ale myśleliśmy, że przynajmniej zapoczątkujemy te kontakty. My naprawdę nie mamy czasu na wysłuchiwanie pustej gadaniny. A starała się Pani nawiązać kiedykolwiek kontakty z firmami ze Wschodu poprzez ambasadę? W przeszłości tak, z mniejszym lub większym sukcesem. Wszystko jednak, w tamtych czasach (4-5 lat temu), rozbijało się o kwestię płatności. Jeżeli był to duży odbiór hurtowy, to często był nieuregulowany. Nie było i nie ma porozumień międzynarodowych, zabezpieczających nam płatności. Ale mimo tych przeszkód miałam wtedy jakieś 20% obrotu z rynkiem wschodnim. W większości handlowali z nami ludzie, którzy przyjeżdżali z gotówką. Później przerwały to procedury bankowe. A robić interesy na tak zwane terminy, przelewy bankowe — troszeczkę strach. Ale rynek wschodni jest rynkiem bardzo ciekawym, wymagającym i ambitnym. Można powiedzieć, że handel z nim to czysta przyjemność. Dlatego chcielibyśmy znowu nawiązać z nim kontakty handlowe. Uważa Pani, że takie spotkanie, gdyby przebiegło zgodnie z zapowiedziami, byłoby korzystne? Naturalnie. My wszyscy przyjechaliśmy tutaj z pełnymi materiałami, mamy konkretne próbki naszych wyrobów. Zainteresowane firmy otrzymałyby od nas katalogi, cenniki... Wszystko było przygotowane. Okazało się, że niepotrzebnie. Niestety. Właśnie, niestety. Rozmawiała: Marta Ostajewska | ![]() ![]() LINKI: Transformacja sektora tekstylno-odzieżowego Projekt LORIS TEX Doskonalenie kadr Projekt TEX PLUS Wydział Handlowo-Ekonomiczny Ambasady RP w Rydze Wydział Ekonomiczno-Handlowy Ambasady RP w Londynie ![]()
|
![]() |
© fashionet.pl (2001) ![]() |
![]() |