|
![]() |
|||||
![]() |
![]() |
|||||
| Sobota, Wrzesień 4, 2010 Liliany, Rozalii, Idy | ||||||
|
Bogumił Świderski Oczywiście postępujemy zgodnie z możliwościami statutowymi Izby. Przedstawiamy władzom centralnym relację o aktualnym stanie przemysłu lekkiego. Mamy prawo do wygłaszania swoich opinii, sądów i sugerowania kierunków modernizacji tej branży. Kładziemy duży nacisk na ochronę rynku krajowego, a także na promocję polskich towarów za zagranicą. Myślę, że najlepszym efektem wielu lat pracy Izby jest fakt, że staliśmy się głosem opiniotwórczym dla środowiska zajmującego się tekstyliami. Staramy się, aby problemy tego sektora gospodarki były bardziej zrozumiałe i traktowane poważnie przez stronę rządową. Izba tworzy zatem silne lobby na rzecz przemysłu lekkiego? Niestety, nie jest to jeszcze silne lobby. Działania wielu organizacji i stowarzyszeń wspierających branżę tekstylną są prowadzone wielotorowo. Jednak istnieje naturalna potrzeba zintegrowania wszystkich podmiotów działających w obszarze przemysłu lekkiego. Robimy wszystko, aby do tego doszło. Chcielibyśmy, aby zarówno nasi zwolennicy, jak i adwersarze postrzegali nas jako tych, którzy mówią jednym głosem w interesie tego sektora gospodarki. Nadmierny import tekstyliów do Polski stanowi prawdziwe zagrożenie dla rodzimej produkcji, jak temu przeciwdziałać? Obserwujemy występowanie różnych zjawisk, które działają na niekorzyść producentów polskich tekstyliów. Jednym z nich jest nadmierny import, zwłaszcza ten azjatycki. Polska podpisała przecież ustawę o wolnym handlu z Turcją. Dokument ten miał przynieść korzyści obu stronom. Niestety, nie spełniły się polskie oczekiwania o zwiększeniu eksportu elektromaszynowego, czy stalowego na rynek turecki. Natomiast w zamian zostaliśmy zalani dużą ilością tekstyliów tureckich. Innym problemem jest import odzieży używanej, w skali, która mniej więcej równa się potencjałowi wytwórczemu całego przemysłu. Właśnie, 1 lipca 2002 r. weszła w życie ustawa zakazująca importu odzieży używanej niesortowanej, jednak już 18 lipca na skutek starań Społecznego Komitetu Ochrony Sklepów z Tanią Odzieżą posłowie zmienili ten dokument. Czy odzież używana naprawdę stanowi konkurencję dla polskiej konfekcji? Niestety, tak. W Polsce jest to ewenement, gdyż nie ma takiego drugiego kraju w Europie i na całym świecie, gdzie tzw. second handy były by konkurencją dla wytwórców rodzimych. One powinny stanowić tylko uzupełnienie rynku. Niestety, w Polsce proporcje między krajową produkcją a importem odzieży używanej są wyraźnie zachwiane. Nasi przedsiębiorcy są także zdolni do wyprodukowania segmentu taniej odzieży, przeznaczonej dla osób mniej zarabiających, czy bezrobotnych. 1 lipca weszła w życie ustawa, która zablokowała nie tyle import odzieży używanej, w ogóle, ale zalew niesortowanymi odpadami ze śmietników Europy. Pod płaszczykiem odzieży używanej przywożono do kraju olbrzymie, sięgające kilkudziesięciu tysięcy ton ilości mieszaniny odzieży z odpadami. Natomiast przepisy i dyrektywy Unii Europejskiej wyraźnie rozgraniczają co jest odzieżą używaną, a co odpadem. Po pierwsze odzież używana musi być zdezynfekowana, wyprana, czysta i podana tak, jak nowy wyrób, na wieszaku. Natomiast sprowadzana do Polski mieszanina odzieży z odpadami przychodziła w worach. Bez segregacji i żadnych zabiegów sanitarnych była sprzedawana jako normalna odzież. Oczywiście dla zwolenników second handów miało to ekonomiczne wyjaśnienie, gdyż w przypadku odzieży używanej wymieszanej z odpadami importerzy płacili zaledwie 40 groszy podatku i cła na granicy. Łącznie koszt pozyskiwania z zagranicy kilograma takiego towaru wynosił około 2 zł, a na rynku kosztował od 30 do 40 zł. Proszę sobie wyobrazić, jaki zysk osiągali handlujący tym towarem. Popierana przez nas ustawa o ograniczeniu nadmiernego importu niesortowanej odzieży miała ucywilizować ten przepływ. Oczywiście na wejście w życie tych przepisów od razu pojawiła się riposta Krajowej Izby Gospodarczej Tekstylnych Surowców Wtórnych, która jeszcze w czerwcu 1999 r. nazywała się Krajowa Izbą Importerów Odzieży Używanej. Statystyki podają, że przy tak dużym imporcie odzieży używanej w tzw. „ciuchlandiach” może zaopatrywać się około 25 proc społeczeństwa. Kto zatem ma racje w tym sporze? Tak naprawdę to nie powinno być sprzeczności interesów pomiędzy tymi, którzy zajmują się przetwarzaniem odpadów a producentami odzieży. Przecież polski przemysł też nie ma co zrobić z technologicznymi odpadami i surowcami wtórnymi. Kilkadziesiąt tysięcy ton odpadów zamiast poddawać przetwarzaniu lub utylizacji, wyrzuca się na składowiska, gdzie tylko powiększają górę śmieci. Czy nie jest pole do popisu dla przedsiębiorczości Krajowej Izby Gospodarczej Tekstylnych Surowców Wtórnych? Taka rolę widzimy dla naszych adwersarzy, a na razie bitwa trwa. Jaka była riposta Polskiej Izby Przemysłu Tekstylnego wobec uchylenia ustawy ograniczającej nadmierny import niesortowanej odzieży używanej? Oczywiście członkowie Izby uczestniczyli przy nowelizacji ustawy z 18 lipca. Dopilnowaliśmy, aby w dokumencie nie pojawiło się pojęcie „odzież wstępnie sortowana”, bo jest to bardzo nieprecyzyjne sformułowanie. W przepisach Unii Europejskiej odzież sortowana cieszy się względami, jako bezpieczny odpad, który można powtórnie użytkować. Taki towar nie ląduje na składowisku, nie zaśmieca środowiska i my zgadzamy się na jego import. Nie spieramy się z obecnością na rynku odzieży sortowanej, która może uczciwie konkurować z segmentem taniej odzieży polskiej, gdyż dystrybutorzy tych towarów także uiszczają podatki i płacą cła. Natomiast zaostrzono przepisy pozwalające na sprowadzanie odzieży niesortowanej. Wszyscy, którzy utracili pozwolenia na import mieszaniny odpadów i odzieży używanej będą musieli ponownie złożyć w Ministerstwie Ochrony Środowiska wniosek o pozwolenie na przywóz. Jednak muszą oni spełnić określone warunki, a przede wszystkim przywożone z odzieżą odpady nie mogą pogarszać stanu środowiska naturalnego. Dzięki staraniom Izby powstała „Strategia dla przemysłu lekkiego na lata 2000-2005”. Czy założenia zawarte w tym dokumencie są realizowane, czy też pozostały tylko na papierze? Polska Izba Przemysłu Tekstylnego, obok pracodawców, związków zawodowych i strony rządowej, była jednym z sygnatariuszy „Strategia dla przemysłu lekkiego na lata 2000-2005”. Propozycja ta być może nie stanowiła idealnego rozwiązania, gdyż była wynikiem pewnego kompromisu. Muszę przyznać, że na ostatnim Walnym Zgromadzeniu Izby dość krytycznie oceniliśmy sposób realizacji tej Strategii. Niestety, tempo wdrażania założeń nie jest zadawalające. Na przykład, w 2000 r. w Strategii znalazł się zapis o konieczności ograniczenia nadmiernego importu odzieży używanej, a przecież dopiero w lipcu 2002 r. weszły w życie przepisy, które mogą temu przeciwdziałać. Natomiast jaśniejszym punktem dokumentu jest wprowadzenie możliwości kredytów preferencyjnych na modernizację i restrukturyzację przedsiębiorstw przemysłu lekkiego. Jest to szansa dla tych firm, które dzięki modernizacji mogą ulepszyć swoje produkty, a przez to być konkurencyjnymi na unijnych rynkach. Niestety, to nie są duże kwoty, gdyż w sumie na dopłaty przeznaczono w tegorocznym budżecie tylko około 15 mln zł. Pieniądze te mogą wygenerować około 150 mln kredytów, gdyż jedna fabryka może wziąć kredyt maksymalnie do 1, 5 mln €. W ramach ochrony rynku wewnętrznego można odnotować także spektakularne sukcesy, takie jak: zlikwidowanie mafii w jednym z urzędów celnych w Warszawie, gdzie dopuszczono się nadużyć na kwotę 10 mln zł. Przemyt i nieszczelność granic jest głównym elementem rozwoju nieuczciwej konkurencji. Bardzo ważne jest uszczelnienie granic, tak jak w Unii Europejskiej, gdzie szczelność granic doprowadzona jest do perfekcji. To jest naszą piętą achillesową w negocjacjach. Komisja Europejska zarzuca nam właśnie nieszczelność granic... Niestety, my jako organizacja dbająca o stan polskiego przemysłu lekkiego w każdym raporcie apelujemy do władz o uszczelnienie granic. Co z tego, że słyszymy, iż prace nad komputeryzacją przejść granicznych trwają, jeśli ich tempo jest zbyt wolne. Jest to dla nas trochę niezrozumiałe, bo czy tak trudno znaleźć w budżecie 95 mln zł., żeby wdrożyć system informatyzacji przejść granicznych. Przy odpowiedniej gospodarności można przecież w ciągu roku wprowadzić sprawny system kontroli, aby to nie człowiek decydował o tym co przechodzi przez granice. Wtedy nieuczciwa faktura zostanie natychmiast wykryta, a zaniżona wartość celna od razu dostrzeżona. Czy polskie tekstylia i konfekcja mają szansę być konkurencyjne na unijnym rynku? Wiele polskich firm odzieżowych szyje dla Włochów, Francuzów, Niemców. Oczywiście nie występują oni pod własną marką, ale sprzedają swoją produkcję pod znakiem wielu renomowanych firm światowych. Ta kooperacja w dalszym ciągu może dobrze funkcjonować. Nikt nie wątpi, iż polscy producenci posiadają potrzebne umiejętności i kwalifikacje, aby zaistnieć na unijnym rynku. Nasz przemysł odzieżowy naprawdę się sprawdził i cieszy się uznaniem w wielu krajach Unii Europejskiej. Jesteśmy konkurencyjni pod względem fachowości, parametrów jakościowych, a także kosztów pracy, które w niektórych regionach są bardzo niskie. Jeszcze dzisiaj średnia płaca w przemyśle lekkim to jest zaledwie 70 proc. płacy średniej krajowej, np. w Kaliszu szwaczki pracują po 10 godz. za 800 zł. Bardzo dziękuję za rozmowę. Rozmawiała:Justyna Muszyńka-Szkodzik | ![]() ![]() LINKI: Transformacja sektora tekstylno-odzieżowego Projekt LORIS TEX Doskonalenie kadr Projekt TEX PLUS Wydział Handlowo-Ekonomiczny Ambasady RP w Rydze Wydział Ekonomiczno-Handlowy Ambasady RP w Londynie ![]()
|
![]() |
© fashionet.pl (2001) ![]() |
![]() |